(opublikowane po raz pierwszy na portalu erec israel 4 lipca 2013 roku)
Mieszkam w maleńkim państwie, ledwo widocznym na mapie. W państwie z ciężkim klimatem, wojnami. W narodzie skłóconym ze sobą politycznie i religijnie. Przede wszystkim - w państwie, które uważane jest przez świat za źrodło wszystkich nieszczęść i wszystkich problemów, które jest znienawidzone przez świat. Do którego likwidacji, mniej lub bardziej jawnie, dażą wszyscy, bo wtedy na świecie zapanuje pokój i miłość - podobno.
Widzę wokół siebie ludzi w ciągu dnia używających klaksonu więcej razy, niż Europejczycy w ciągu miesiąca, kłócących się o miejsce na parking. Widzę obywateli tego mojego państwa plujących na rząd, lekceważących prawo takie czy inne. Widzę leni, którzy żyja dzięki pracy innych.
I widzę ludzi, którzy maja dosyc intifad, kamieni, trudności w kupieniu mieszkania, wpływu religii na codzienne życie świeckich obywateli. Ludzi, którzy nie chcą życ w kraju potępianym przez świat, którzy gotowi są na wszystkie, absolutnie wszystkie ustępstwa wobec wrogów tego małego kraju, w zupełnie nierealnej nadziei, że wtedy świat zacznie nas kochac. Widzę tych ludzi, opuszczających ten jedyny na świecie kraj, który pospieszy na ratunek, gdziekolwiek będzie grozić im niebezpieczeństwo.
I widzę też ludzi, którzy zapominają o wszystkim, żeby pomóc sąsiadowi. Widzę ludzi, którzy placzą razem z tobą i śmieją się razem z tobą. Widzę młodych Izraelczyków, którzy wymuszają na rodzicach zgodę na przystąpienie do służby w elitarnych jednostkach wojskowych. Widzę tych młodych ludzi przerywających swoją zagraniczną wycieczkę, żeby wrócić do kraju, w którym właśnie zamordowano premiera. Lecących pierwszym samolotem z odległego państwa, które właśnie zwiedzali, żeby wrócić na front we własnym kraju, który został zaatakowany przez wroga. Widzę młodych i starych trzymających się za ręce, i masę dzieci - nowe rodziny.
I widzę ten mały kraj, znienawidzony przez świat, który w zamian oddaje tylko miłość i dobro. I który jest pierwszy w udzieleniu pomocy innemu państwu. I z którego osiągnięć korzysta ten bojkotujący nas świat.
Widzę ten naród, w którym rozpacz i radość idą ramię w ramię, który w chwilach potrzeby i niebezpieczeństwa jednoczy się w niebywały wprost sposób. Widzę ten chyba jedyny na świecie naród, który nie żyje sobie ot tak, z dnia na dzień, ale który żyje dla czegoś, co jest znane i zrozumiałe chyba tylko jemu...
Widzę ogień na naszych granicach, powstania, wojny, przewroty wojskowe, nienawiść narodów mordujących siebie i inne narody.
I widzę ten mały kraj, wysepkę spokoju w morzu krwi, niewzruszenie idący naprzód, trzymający się od tysięcy lat swojej religii, tradycji, języka i wartości moralnych. Widzę naród, w którym nie ma nienawiści do tego świata za to, co nam zrobił i robi dalej. Naród, który określony jest w księdze Jeszajahu:
"Ja, Bóg, powołałem cię sprawiedliwie [słusznie] i trzymałem za rękę, i ukształtowałem, i ustanowiłem narodem przymierza, światłem dla innych narodów"
Jeszajahu 42;6
Kocham mój kraj i jestem z niego dumna. Mam niesamowite szczęście w życiu, że należę do tego narodu.
(https://www.ijn.com/wp-content/uploads/2017/05/Jerusalem_Day.jpg)