wiec jak wiecie, w kazdy piatek mamy zebranko polaniyot w jerozolimskiej kawiarni, gdzie sie gada, i to dosc glosno, o wszystkim co sie dzieje w naszym mocarstwie... dzisiaj chyba bylo wyjatkowo glosno, bo podeszla do nas pani od sasiedniego stolika i uprzejmie, lekko lamiacym sie polskim, poprosila o obnizenie decybeli, bo nie slyszly, co mowi do niej jej syn... okazalo sie, ze pani wprawdzie urodzila sie juz w israelu, ale jej rodzice przyjechali z polskiego przemysla juz w roku 1933 i ona zna troche polski, bo jak jej mama i jej babcia nie chcialy, zeby ona cos zrozumiala, mowily po polsku i tak ona sie nauczyla jezyka... jej syn juz nie, najpierw myslal, ze jestesmy wloszkami z powodu wymachiwania rekoma i halasem, w koncu wsadzil sobie w uszy cos przeciwko halasowi... napewno byl zolnierzem, bo ci to nosza takie rzeczy przy sobie nawet juz po sluzbie wojskowej... :D :D :D
jedna z polaniyot byla pare dni temu na wycieczce zorganizowanej przez instytut ben zvi i zwiedzila po raz pierwszy muzeum wywiadu, o czym nikt z nas nie mial pojecia, ze wogole takie muzeum istnieje... i tam dowiedziala sie paru interesujacych szczegolow w sprawie operacji entebbe, ktore wa, tutaj przekazuje, bo mysle, ze to byla fantastyczna historia w przygotowaniach tej rownie fantastycznej operacji ratunkowej...
przede wszystkim zolnierze, ktorych zwolano alarmowo w srodku nocy, nie mieli wogole pojecia, gdzie lezy taka dziura jak entebbe... nie bylo wtedy google maps, gdzie w ciagu sekundy mozna wiedziec co i gdzie jest zlokalizowane...
pierwszy plan mowil o wyladowaniu spadochroniarzy na jeziorze victoria, dotarciu do brzegow ugandy w lodziach pontonowych i dalej na lotnisko entebbe... dan shomron uslyszal o tym planie i powiedzial, ze nie jest do wykonania, bo 'w jeziorze masa krokodyli i nie przezyjecie tam nawet 10 minut'... plan zostal zarzucony i zabrano sie do nowych planow...
glownym problemem byla zupelna nieznajomosc tego lotniska... nagle jeden z wtajemniczonych przypomnial sobie: 'mam przyjaciela, ktory ma przyjaciela pilota, ktory byl w entebbe i w ostatnie 5 minut lotu sfilmowal lotnisko z gory'... zaczeto szukac przyjaciela tego przyjaciela, znaleziono go, potwierdzil, ze ma ten film, kazano mu natychmiast przywiezc go do kwatery wojskowej, gdzie siedziano nad planami tej akcji ratunkowej... obejrzano filmik raz, drugi i nagle ktos mowi: ten budynek wyglada mi znajomo... okazalo sie, ze w ramach pomocy ugandzie, ktora israel dawal hojnie, solel boneh (jedna z najwiekszych i najstarszych firm budowlanych w israelu, powstala w roku 1921 w eretz israel) budowala rowniez na tym lotnisku... pognano do solel boneh po plany tego budynku i oczywiscie je otrzymano... w ten sposob wiadomo bylo o wielkosci samego budynku, rozmieszczen pokojow, wyjsc i wejsc... nie miano planow wiezy, bo ta zbudowali francuzi i oczywiscie nie bylo mowy o tym, zeby udac sie do nich po plany...
kiedy zaakceptowano ostateczny plan, zaczely sie cwiczenia zolnierzy, ktorzy mieli wziac udzial w tej operacji i byly one niesamowicie intensywne, bo wg dowodcow wszystko zabieralo za duzo czasu, akcja miala trwac jak najkrocej...
jak powiedziano w muzeum, dowodcy liczyli sie z tym, ze bedzie okolo 30-35 zabitych zolnierzy israelskich w tej akcji, zabity zostal tylko jeden, yoni netanyahu...
sluchalam tego doslownie z niedowiara... ale tak funkcjonuje moje mocarstwo wlasnie: przyjaciel przyjaciela zna, slyszal, ma... kuzyn ojca przyjeciela pomoze, bo... corka sasiada ma kontakty...
to przeciez niesamowite, ze przyjaciel przyjaciela mial taki film i dzieki niemu mozna bylo zrobic plan jednej z najbardziej brawurowych akcji w historii israela, prawda?
Rewelacyjne. Lubię takie historie. Szkoda tylko, że jednak jeden zginął...
ja tez uwielbiam... :)
Quote from: kasiak on May 14, 2017, 09:48:01 PM
Rewelacyjne. Lubię takie historie. Szkoda tylko, że jednak jeden zginął...
ten JEDEN to ktoś przez DUŻE "K" ....
moją skromną opinią takich "ktosiów"
było wielu w historii Erec ale trzech to jest
1. Yoni
2. Arik
3. Meir
to kozacy nad kozakami ...pzdr
Witek ;)
jestem pewna ze bylo wielu... kiedys i o tych innych sie dowiemy...