News:

SMF - Just Installed!

Main Menu

update about Dana

Started by nomisrael, July 22, 2020, 08:35:09 AM

Previous topic - Next topic

nomisrael

Hi this is Simon, Dana's son.
Mom is at the hospital right now because of an infection NOT Corona.
She's visited daily by her children, her son-in-law and friends of her children who work in the hospital.

she will continue posting and writing here as soon as she gets home in a few days.

Simon.

robert1973

Ufff :) ,
szybkiego powrotu do zdrowia życzę Ci Dano.

Gamosia

Simom Thank you very much for information!
Greeting to Dana, let's get back to health!
We think of you! ❤️😊

kasiak

We think of you Dana, get well soon!
Thank you Simon for your information about your's mom!

agnieszka

Thank you Simon :)
Lots of health for Dana  :) :)
We will miss Dana and wait!

DanaKalinka

Dana,zyczymy rychlego powrotu do pelni zdrowia! Tesknimy za Toba! Usciski kochana! :-*
:-*

MarcinG

Martwiliśmy się. Życzę mamie szybkiego powrotu do zdrowia.
Pozdrawiam

lipniaczek


dana

dzieki kochani... jak wiadomo, stare polaniot sa nie do zdarcia...   :()


lipniaczku... moje spadkobierce chca taka koszulke... :D
ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)

dana

nu, powoli wracam do stanu normalnego, czyli nabieram sil do psioczenia na lewice israelska i moj nieszczesny rzad... :D :D :D

wiec zaczelo sie wszystko od wysokiej temperatury, ktora probowalam zbijac, wiec przez 4 dni w domu bylo up and down od 37 do 39.2... czesto mi sie zdarzaja takie hece, ale trwa 1-2 dni i po zabawie... wiec 4 dnia, jak tym razem nie bylo widac konca, zadzwonilam do mojej domowej, fantastycznej lekarki i ta mnie wprowadzila w panike, ze to moze byc zapalenie pluc i w moim wieku to to nie jest git... chcac nie chcac, corcia zabrala mnie do szpitala hadassah ein kerem... jako ze rowniez corona panuje w moim mocarstwie, a ja w grupie ryzyka, wiec nie moglam wyjsc z auta, az spadkobierczyni nie zalatwila wszystkich formalnosci i nie pokazali jej, gdzie corona emergency room... jako ze juz bylam wiecej niz slaba, to mnie dani zawiozla tam na wozku (super wynalazek dla nie lubiacych chodzic), ale tylko do drzwi, bo jej nie dali wejsc do srodka...

bardzo fajny ten corona emergency room... widzi sie tylko oczy lekarzy, nie wiadomo kto mlody, kto stary, kto gruby czy koscisty, wszyscy od gory do dolu zapakowani w te biale, ochronne kombinezony, maski na buziach, rekawiczki, the works... pierwsze co zrobili, to wzieli z gardla i nosa wymaz na corone... potem przyszedl dochtor... tak po oczach i glosie ocenilam go na jakies 35-40 i zaczal sie wypytywac, jakie lekarstwa biore, czy mialam i kiedy jakies operacje, a na koncu czy cierpie na jakas chroniczna chorobe, na co mu powiedzialam, ze oczywiscie, na polanitis... posmial mi sie prosto w nos i powiedzial, ze na to on nie ma lekarstwa, ze to zna, bo jego rodzicie tez polanim... :D :D :D

poszedl, przyszedl ktos inny i zaczal mi po raz pierwszy grzebac w zylach, zeby wsadzic infuzje... nu, ja mam problem, ja nie mam zyl... w koncu znalazl i poszedl... po godzinie wrocil ten z rodzicami polanim i powiedzial, ze nie mam zadnej corony, na co mu powiedzialam oczywiscie, ze go kocham i uslyszalam 'le'at le'at', czyli powoli powoli i poinformowal mnie, ze mnie przenosza do zwyklego emergency room... :D  tam mi najpierw pobrali krew w ilosci przemyslowej, a potem zaczeli wozic na lozku na rozne badania, wlacznie z rentgenem i ct, ale takim pelnym ct, jakiego jeszcze nigdy nie mialam: od stop do glow, jak to sie mowi i bylam zainteresowana bardzo, czy znajda mi w glowie jakis mankament, czemu bym sie nawet nie zdziwila... conajmniej dwa razy zmierzyli mi cisnienie, co zawsze boli mnie bardzo i w koncu im powiedzialam, ze zwyczajnie znecaja sie nad stara polanija w srodku nocy... wogole sie nie przejeli... :D :D :D

o 3 nad ranem zawiadomili mnie, ze zostaje w szpitalu i przenosza mnie na wewnetrzny oddzial alef... tam natychmiast zasuneli mi pierwsza, konska dawke antybiotykow, bo sie okazalo, ze nie corona, nie zapalenie pluc, tylko 'szalejace zakazenie krwi'... dopiero rano do mnie dotarlo, ze to sie moglo skonczyc dosc fatalnie...

jak mnie obudzili o 6 rano, zeby znow pobrac krew i znow zmierzyc cisnienie, to wtedy sie moglam rozejrzec... pokoj jednoosobowy, z widokiem na ruska cerkiew w ein kerem... wlasna lazienka, w kacie wygodne lozko dla kogos z rodziny, jakby chcieli zostac z mamusia na noc... super to wygladalo... jak powiedziala moja siostra 'spa'... :D :D :D

 

   


potem przyniesli sniadanko, na ktore sie moglam tylko spojrzec, bo o jedzeniu nie bylo mowy... goraczke jeszcze mialam plus te antybiotyki, wiec tylko podsypialam caly czas przez pierwsze 3 dni, zanim goraczka ostatecznie zniknela...




trzeciego dnia, jak mi po raz drugi mierzyli cisnienie, to tak bolalo, ze po prostu zerwalam ten 'rekaw' i wrzasnelam, ze dosyc... nie, nie dosyc, musza dwa razy dziennie... nic nie musza... w domu nie robie tego nawet raz na miesiac i swietnie zyje, wiec 2 razy dziennie to lekka przesada... na co uslyszalam, ze 'co wlasciwie chcesz, masz wlasny pokoj, 3 razy dziennie jedzenie'... :D :D :D

tate keren izoldy, ktory pracuje w hadassie, przybywal co pare godzin zabrac mnie do szpitalnego ogrodu na papierosa.... starsza spadkobierczyni tez to robila... ona wogole sie targala miedzy dwoma szpitalami, bo spadkobierca tez przeszedl operacje woreczka zolciowego, wiec tylko zalowalismy, ze nie bylismy w tym samym szpitalu... :D :D :D

co 2-3 dni zmieniali mi miejsce na ta infuzje, tak ze raczki mam w slicznym, ciemno-niebieskim kolorze... keren izolda zobaczyla i poleciala do ojca powiedziec, ze mnie ktos strasznie zbil... :D :D :D




narobili mi nadziei na wypuszczenie ze szpitala w niedziele i jak powiedzieli, ze jednak w poniedzialek, to dostalam doslownie szalu i dalam im to odczuc... polaniya czy nie polaniya? :D

wiec wrocilam w koncu do wlasnego lozka... dalej na antybiotykach... strasznie slaba... trwalo do dzisiaj, zanim moglam usiasc na dluzej, niz pol godziny...

ale jestem... :D :D :D

ruska cerkiew widac po prawej stronie, razem z szosa prowadzaca do szpitala, a te budynki to czesc calego, ogromnego kompleksu, prawie 'miasta' hadassy ein kerem...





ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)

Gamosia

Jak to dobrze Dana Cie przeczytac!!! :)  Ciesze sie ze wracasz do zdrowia! Patrzac wyzej wydaje sie ze jest calkiem niezle! :) Jak widze zdjecia ze szpitala i Twoj opis, to powiem ze faktycznie miejscowke mialas niezla! Chociaz zaden pobyt w szpitalu nie jest fajny, chocby nie wiem jakie dobre warunki!
Ciesze sie ze jestes i zycze duzo sily i zdrowia!

lipniaczek

...to jest fantastyczna historia, horror i naukowy dramat w ktorym nawet sie pomialem... ale mysmy tutaj stracili pare segmentow politycznego tasiemca - i to jest skandal...
???

viocarus

Oj Danusia. Chwała Bogu, że już wyszłaś i będziesz pokazywała tego lewicowego tasiemca, jak nazwała to lipniaczek. Ja też już jestem bardzo lichy, bo mam astmę i często dostaje atak kaszlu. Tak ze do społeczności chrześcijańskiej nie mogę chodzić bo jak bym zaczął kasłać, to wszyscy ze strachu przed koronnym wirusem, rozwolnienia by dostali. Zresztą ja już "w ciele Chrystusa", jestem tą częścią tego ciała, które służy do siedzenia. Bo już nie słyszę, nawet co mi żona mówi (chwała Bogu) i prawie nie widzę, a na spacery to mnie moja suczka na smyczy wyprowadza. Ta że życzę ci Danusiu całkowitego powrotu do zdrowia, dobrego apetytu i humoru.

dana

dzieki kochani...

pewnie potrwa jeszcze ciutko, ale juz idzie naprzod...  :-*
ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)