News:

SMF - Just Installed!

Main Menu

wracam na balkonik...

Started by dana, September 18, 2025, 06:08:20 PM

Previous topic - Next topic

dana

myslalam, ze cala zabawa z ta wymiana stawu bedzie wygladac mniej wiecej, jak to operacja z kregoslupem... nu, myslalam... 😃 jak mi opowiedzieli pozniej spadkobierce, ktore nie odstepowaly ode mnie przez pierwszy tydzien, bo ja kompletnie nic nie pamietam, wrzeszczalam niesamowicie zaraz po operacji, podobno wyzywalam lekarzy, ze nic nie robia, a mnie boli, nakarmili mnie 6 dawkami morfiny, zanim te bole sie uspokoily... przez jakies 4 dni nie bardzo wiedzialam, co sie dzieje, przesypialam wiekszosc dnia, nagle wiadomosci przestaly byc wazne i w trzezwych momentach myslalam tylko, jak sie ulozyc w tym szpitalnym lozku, zeby bolalo jak najmniej... spadkobierce podzielily sie wartowaniem przy mamusi, tylko w nocy wracali do swoich domow...

hadassah har hatzofim to stary szpital... wprawdzie rozbudowuje sie dalej, ale oddzial ortopedii jest w starym budynku... niewielkie pokoje, 3-lozkowe, jedna 'sasiadka' to byla arabka, a wy nie macie pojecia co to znaczy: co wieczor cala hamula, czyli najblizsza rodzina zlozona tak z 10 osob, z domowym jedzeniem, bo hadassowskie oczywiscie nie jest dostatecznie dobre, gadania, smiechy, nic ich nie obchodzi, ze moze inne chore w pokoju chca troche spokoju i to tak do 10 w nocy... nikt im nie mowi, ze maja isc do domu... 4 dnia dostalam szalu, zadzwonilam po pielegniarke i wrzasnelam, ze jest dosyc miejsca kolo wind, niech robia tam rodzinne spotkania... duzo pielegniarek i personelu pomocniczego to arabowie...  nu i problem z paleniem papierosow: spadobierce wozili mnie na inne pietra, gdzie mozna bylo wyjsc na jakis dziedziniec, gdzie byl 'kacik palaczy'...

lekarze zaplanowali mi tydzien w szpitalu, a potem mialam byc przewieziona do jakiegos szpitala rekonwalescencji i byly 3 do wyboru: w maaleh adumim kolo jerozolimy, co mi bylo troche za daleko i do tego spadkobierca dostal informacje, ze wychodza z tej rehabilitacji w zlym stanie... drugi to bylo szpital herzog w jerozolimie i oddzial rehabilitacji w samej hadassie har ha-tzofim, podobno najlepszy, ale dostac sie tam bylo praktycznie niemozliwe, bo jest zarezerwowany w tej chwili tylko dla naszych rannych zolnierzy... herzog to dobry szpital, ale oczywiscie nie bylo miejsca, wiec spedzilam drugi tydzien w hadassie czekajac na miejsce... moj chirurg, ktory mnie odwiedzal codziennie, w koncu zaproponowal mi po prostu zmiane adresu... 😃 😃 😃 

po 2 tygodniach w hadassie przewiezli mnie do herzog... poczulam sie tam jak w sanatorium doslownie... duze pokoje, tylko dwuosobowe, duze okna, lekarze, pielegniarki, fizjoterapisci, terapia zajeciowa... po prostu wspaniali... nie przestawali myslec tylko jak pomoc chorym, co zrobic, zeby im bylo wygodnie, zeby jak najszybciej staneli na nogi... wspolna, duza jadalnia, w ktorej w piatki wieczorem razem zapalano swieczki, rabin chabadnik odmawial odpowiednie modlitwy... prawde mowiac to zjadlam tam tylko jeden posilek, bo doslownie poczulam sie jak w domu starcow... 😃 😃 😃 nu i oczywiscie jeden chabadnik, razem ze swoimi corkami, w kazda sobote przynoscil zapakowany w plastikowe pojemniczki czulent w ilosciach przemyslowych, mozna bylo dostac ile sie chce i byl naprawde, naprawde dobry... 

codziennie rano byl obchod lekarzy... pierwszego dnia stali kolo mojego lozka i jeden odczytal cala liste chorob jakie mam, o ktorych nawet nie wiedzialam i jak skonczyl, to mu powiedzialam, ze tam na koncu braku slowa 'meta', czyli po polsku 'umarla'... spojrzeli sie na mnie ze zdzwieniem i oburzeniem, ale im szybko wyjasnilam, ze przy tak dlugiej liscie chorob, to juz powinnam byla byc na cmentarzu... w herzog zajelo im pare dni, zanim zrozumieli stara polaniya... 😃 😃 😃

kolo tej jadalni byl fantastyczny, ogromny taras z miejscem dla palacych i z przepieknym widokiem na kawalek jerozolimy i gory jerozolimskie, wiec tam sobie zrobilam stale miejsce gdzie jadlam i palilam i rozkoszowalam sie widokiem...



wg planu lekarzy mialam spedzic tam 2 tygodnie... ale jak wiadomo, mozna planowac ile sie chce, ale zawsze wychodzi inaczej, wiec drugiego tygodnia obudzilam sie nad ranem, bo nie moglam doslownie oddychac, wpadlam do tego w panike... natychmiast zjawilo sie 2 lekarzy, 3 pielegniarki, podlaczyli mnie do tlenu, jakis zastrzyk i powiedzieli, ze musze natychmiast do szpitala shaarei tzedek do emergency... ja jak to ja, resztka sily, lapiac oddech miedzy jednym a drugim slowem wrzasnelam, ze nie chce do zadnej emergency... lekarze sie upierali, ze herzog to szpital rekonwalescencji i nie moga mi pomoc, jak tylko dac tlen, az w koncu jeden pielegniarz powiedzial, zebym sie nie denerwowalam, ze moj pokoj i moje lozko beda na mnie czekac... wezwali magen david adom...

do pokoju weszlo 4 wolontariuszy magen david, 2 religijne dziewczyny i dwoch ortodoksow, jeden z pejsami do ramion... natychmiast podlaczyli mnie do ich tlenu, znow zbadali, poglaskali po ramieniu, ostroznie przeniesli na to krzeslo-nosze i przez cala droge do shaarei tzedek nie przestawali sie pytac, czy dostaje dosyc tlenu, czy mi wygodnie, czy moze chce lezec troche wyzej i nie zmeczyli sie odpowiadac na kazde moje pytanie, a tych mialam dosyc, jak mozecie sobie wyobrazic... w miedzyczasie zaczelam oddychac juz bardziej normalnie i ta panika, ze zaraz sie udusze minela... w emergency shaarei tzedek spedzilam caly dzien: co pol godziny mierzyli mi temperature, cisnienie, poszedl rentgen, ct... nic specjalnego nie znalezli... potem sie dowiedzialam, ze czasami to sie zdarza po duzych operacjach...

nu i w ten sposob zostawili mnie w herzog na 3 tydzien... pare dni spalam z tym tlenem, potem wszystko wrocilo do normy... mialam na balkonie towarzyszke, rachel, tez palaca, tez nie chciala jesc razem z innymi, ona jeszcze zostala tam, ale nastepnego dnia po moim powrocie do domu juz zadzwonila, ze sie jej nudzi samej na tarasie... 😃

najlepsza scena jaka przezylam w haddasie: po pierwszym tygodniu przeniesli mnie do innego pokoju, tam tez mialam sasiadke arabke, ale z calkowicie inna rodzina: kolo niej bylo najwyzej 2 czlonkow rodziny i wychodzili wieczorem z pokoju okolo 7 wieczorem, dajac nam spokoj... rozmawiali cicho, nikomu nie przeszkadzajac... trzecia w tym pokoju byla ortodoksyjna zydowka: israelski obraz: zydowka religijna, zydowka swiecka i arabka, ktora swietnie mowila po hebrajsku, tez troche po niemiecku... jednego dnia maz tej religijnej opowiadal jej, kogo zaprosil na jakis ogromny slub, ilu zydow jemenskich, ilu marokanskich i jeszcze rzucal 'i tego wuz wuza i tamtego wuz wuza'... jak skonczyl, to maz tej arabki zapytal sie, co to znaczy 'wuz wuz' (pogardliwa nazwa na ashkenazyjskiego zyda)... to trzeba bylo widziec: ortodox, sfaradyjczyk, w czarnym kapeluszu i z pejsami tlumaczy arabowi co to wuz wuz... 😃 😃 😃

wrocilam do domu we wtorek wieczorem... jazda z herzog nie powinna trwac dluzej niz pol godziny, jechalismy poltorej: jerozolima to jeden wielki plac budowy... gdzie nie spojrzalam dzwigi, powstajace domy, nowe linie tramwajowe... spadkobierca psioczyl, ze zamiast budowac w jednej dzielnicy, to zakorkowali cale miasto... 😃

zamowilam malarzy do domu na okres pobytu w szpitalu... najpierw byla corona, wiec nie moglam tego zrobic, potem juz bylam z husseinem, ktory od lat maluje mi mieszkanie, umowiona na 8 pazdziernika, ale 7 zaczela sie wojna, wiec znow anulowalam... w ostatnich miesiacach to juz w ogole nie bylo mowy, bo niby jak mialam sie poruszac w mieszkaniu z tymi bolami i poprzesuwanymi meblami? wiec pobyt w szpitalu byl dobra okazja, tylko ze sie okazalo po moim powrocie, ze cos tam stalo sie z compem przy przesuwaniu go i nie moglam go normalnie uzywac... musialam czekac, az spadkobierca znajdzie czas i naprawi co trzeba... facebook nie mam do tej pory...

jasne jest, ze w zaden sposob nie nadrobie wiadomosci z 5 tygodni, po przeciez w moim mocarstwie wiadomosci leca w tempie swiatla, ale postaram sie znalezc co najwazniejsze, chociaz tymczasem jeszcze nie moge siedziec przy compie godzinami, jak to bylo wczesniej...  :(

ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)

Gamosia

O kurcze Dano to co przeszłaś, to byłby dobry scenariusz na film! 😃
Dobrze, że już jesteś z nami! I widzę, że jak tylko komputer odpalony, to działasz na 200% 🙂
Super, że jesteś! Wszystkiego naj! 😘❤️

agnieszka

#2
Wspaniale, że wróciłaś! :) :)


dana

dzieki dziewczyny kochane, ale do 100% daleko, a do 200% to nawet nie mysle... powolutku...  :-*
ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)

lipniaczek

#4
Hehehe! Uśmiałem się jak na Pamiętnikach Wielkiej Haifskiej - Fajnie że wróciłaś na czas, bo potwierdziłaś moje przekonanie o Bogu rzeczy niemożliwych - że niemożliwe by było przeleżeć żydowskie święto...
:D



dana

prawda? wiec teraz, bez bolow, ale z troche trzesacymi sie nogami, probuje gotowac na rosh ha-shana... spadkobierca nie przestaje mi mowic 'stoj prosto'...  :D
ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)

Pini62


dana

ona jest jak ten mur wokol izraela ktorego gola glowa nie rozbijesz
(forumowicz melord o mnie)