News:

SMF - Just Installed!

Main Menu
Menu

Show posts

This section allows you to view all posts made by this member. Note that you can only see posts made in areas you currently have access to.

Show posts Menu

Messages - szames

#1
Versatile Israel / Re: Wirtualna wycieczka
January 13, 2021, 02:09:11 AM
Cieszę się, że sprawiłem Wam przyjemność :)
#2
Versatile Israel / Wirtualna wycieczka
January 11, 2021, 12:44:46 AM
Erev tov :). Dawno, prawie wieki, już tu nie byłem. A wpadłem, by poinformować, że na jutubie pojawił się gość posługujący się nickiem Relaxing walker zamieszczający tamże filmy z Izraela. Nie filmiki, a filmy. Najkrótsze 30 minutowe, dłuższe nawet ponad godzinę. Jest tych filmów już sporo i z różnych miejsc. Są tak nakręcone, jakby obserwator sam je robił. Zero komentarza, zero muzyki, tylko odgłosy otoczenia. Wystarczy wrzucić do wyszukiwarki jego nick i wyskakują jego filmy.
Dla mnie to wspaniała okazja do ujrzenia Izraela jeszcze raz. Byłem tam tylko raz, ale wciąż mam żywe obrazy w pamięci. A teraz dzięki tym filmom mogę być w tym pięknym kraju jeszcze raz i mnogo mnogo raz :).
Pozdrawiam serdecznie z Polski :)

P.S.
Jeśli znana jest ta informacja Dano, to usuń ten post.
#3
Dano, trzeba jeszcze koniecznie odwiedzić Gdynię i Sopot😊.
#4
Israel on your own / Re: Israel na wlasna reka
October 18, 2017, 12:52:01 PM
Quote from: Dana3 on July 21, 2017, 11:08:52 PM
Proszę o jeszcze troszeczkę cierpliwości, za tydzień będę mieć parę dni luzu i wtedy opiszę wakacje w Jerozolimie i TA.



i......., wciąż brak luzu  :)
#5
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
October 10, 2017, 04:55:30 PM
Quote from: kasiak on October 08, 2017, 05:01:31 PM
o, dzięki, nie zauważyłam.  :)


Szkodzi nic  :D. Ważne, że stronka się podoba :).
Eeeeeech, pojechałoby się tam. Wew polskiej telewizyi reklamujo Jeruszalaim i Tel Aviv i tylko drażnio tęsknote  ;), ale jeszcze nie teraz, obowiązki rodzinne muszo być na pierwszym miejscu.
#6
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
October 07, 2017, 07:17:54 PM
Quote from: kasiak on October 04, 2017, 07:37:04 PM
ALe fajne. Szkoda, że nie ma po angielsku.
.  Ależ jeeest, u góry masz angielską flagę, klikasz i masz angielski.
#7
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
October 04, 2017, 11:45:05 AM
Boker tov  :).  Dawno mnie tu nie było, a widzę, że nie tylko ja, bo cisza tu jakowaś zaległa. Przyszedłem pokazać Wam coś fajnego. To nie moje zdjęcia, ale dziś znalazłem na fejsie we wspomnieniach stronę, którą kiedyś tam udostępniałem. Może ją znacie, a jeśli nie, to ze smakiem obejrzycie. Przyjemnego oglądania :).

http://www.jerusalem360.co.il/
#8
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 16, 2017, 12:49:44 PM
Jak reklama, to tylko Gold Stara :D: https://www.youtube.com/watch?v=-3UdXJ3zF_w
#9
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 15, 2017, 06:08:48 PM
15 lutego 2011
Siedzimy już w autobusie, a ja mam jeszcze przed oczami minioną noc na plaży w Netanii:, dociera do nas świadomość, że jesteśmy w kraju naszych marzeń. Świadomość, że jesteśmy tak daleko od domu. To taki pierwszy łyk Izraela, pierwsze zachłyśnięcie się nim, pierwsze oddzielenie się od reszty wycieczkowiczów, samodzielne szwendanie się po uliczkach Netanii i pierwszy łyk Gold Stara. Siedząc na obcej nam plaży czuliśmy się właściwie, jak u siebie. Sączyliśmy leniwie piwo, leniwie, bo przecież nikt i nic nas nie poganiało, nad nami tylko czerń nocy i ....ciepło. Gdzieś w restauracji świecił sie termometr - plus 12 stopni. Dla nas, to bardzo ciepło  :). Woda w Morzy Śródziemnym ciepła. A my przyjechaliśmy tu, by czuć ten kraj, a nie spać. Tego byliśmy pewni obaj.
Siedząc na plaży, zauważyliśmy gdzieś przemykającego pod klifem, przechodnia. Pełni zachwytu i prawie w niebie :), krzyknęliśmy w jego stronę: lechaim ;). O dziwo, odkrzyknął nam tym samym :D. Nu, to za Izrael, lechaim :)

Chłodny poranek, jakim przywitała nas Netanya wpakował nas do ciepłego autobusu. Śniadanie, jak wszystkie posiłki w późniejszych miejscach naszych noclegów, było baaardzo obfite i całkowicie wystarczające do obiado-kolacji.
Ruszamy na północ Izraela. Dziś w planie Cezarea Nadmorska, Haifa, Nazaret, a nocleg w Tyberiadzie.
Gdy dojeżdżamy do Cezarei, niegdyś siedziby słynnego rzymskiego prefekta Poncjusza Piłata, temperatura sie podnosi i chłodnego ranka już nikt nie pamięta. Wjeżdżamy do portu budowanego przez świrniętego na punkcie władzy, Heroda Wielkiego. Tak, świrniętego, że za jego panowania było powiedzenie, iż bezpieczniej na jego dworze było być świnią, niż synem. Wysiadamy z autobusu i spotykamy sie z handlarzem judaików, a przede wszystkim kip. Tu poznajemy potem często spotykane zdanie handlarzy: łan dolar, łan dolar :D
Z Cezarą był związany pobyt postaci nowotestamentowych: apostołów Piotra i Pawła
Rozmach, z jakim budował Herod to, czego ruiny mogliśmy oglądać, budzi podziw, bo na myśl przychodzi nasza Ojczyzna, której w czasie Heroda nawet jeszcze nie było, a ludzie w Europie spali na mchu i gałęziami sie przykrywali :D. Herod rzeźnikiem był, bodajże nawet swojej ukochanej żonie nie żałował miecza, ale ponoć za jego rządów dobrze się podróżowało, bo budował drogi i było na nich dość bezpiecznie.
Oglądamy resztki portu, hipodromu i cieszymy oczy barwą żółtego kamienia, z którego wszystkiego budowle. Ten kamień, to chyba w całym Izraelu.
Nie wspomniałem o amfiteatrze, godnym obiekcie podziwiania. Usiedliśmy sobie wysoko na trybunach, a na scenę poszły dwie osoby, które coś tam wygłaszały. O dziwo, słychać było wszystko bardzo wyraźnie bez elektrycznego nagłośnienia. Nu, wteeedy to była technika  i nikt politechniki nie kończył  :().
Szybkie fotki, no i dalej, jak to mówi nasza przewodniczka - yallah  :D
Nieco dalej od portu Heroda, zanurzamy stopy w zimnych dziś wodach Morza Śródziemnego. Nie tak ciepłych, jak wczoraj w Netanii, ale to normalne, bo dziś temperatura oscyluje coś koło 25 stopni, więc  jest większa różnica temperatur wody i powietrza i dlatego wydaje nam się zimna. Nad brzegiem podziwiamy rzymski akwedukt, którym do Cezarei dostarczano wodę. Skąd? Nie pamiętam.
Doliną Szarona zmierzamy do Haify. Po drodze poznajemy powiedzenie izraelskie, że Izraelczycy w Jerozolimie Boga miłują, w Haifie pracują, a w Tel Avivie balują  ;).
W oczy rzuca się coś, czego nie ma w Polsce, a mianowicie na ziemi wszędobylskie rurki, którymi doprowadzana jest woda do każdego krzaczka, do każdej palmy.
W Haifie zatrzymujemy sie na chwilę u podnoża Góry Karmel, miejsca pobytu ważnego w judaizmie proroka Eliasza, na którą zaraz pojedziemy zwiedzać Ogrody Bahajów. Wysiadamy z autobusu i zadziwia nas drzewko pomarańczowe, obficie obsypane owocami. Dla nas to coś egzotycznego, wszak te owoce widujemy tylko w sklepie.
Tu tylko chwilka na fotki na wymienione ogrody lecz z dołu i grzejemy na górę. W drodze mijamy jakieś centrum, w którym przypuszczamy, spotykają sie Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie, bo na budynku są symbole tych trzech religii. Nu, ale to było 6 lat temu, może dziś tego nie ma.
A na górze nasze oczy czekała uczta. Weszliśmy do ogrodu Bahajów, położonego na dwunastu tarasach. Nie zanurzałem sie w znaczeniu tej nowej religii, ale zmysł gospodarowania przestrzennego niewątpliwie mają. Nie tylko ogrody przykuły naszą uwagę, lecz widok na Morze Śródziemne, rozpościerający się przed nami. Piękna pogoda pozwoliła wypuścić oczy daleko w morze i usiąść nimi na pokładach jednostek handlowych i  wojennych, stojących na kotwicy, bądź przemykających w siną dal,  lub na suwnicach portowych.  Zaiste, tu ludzie pracują.
Narzuca mi się porównanie Haify do Gdyni. Też mamy swoją górę "Karmel", czyli Górę Kamienną i też z niej widok na morze, port, przystanie jachtowe.
Przez Kanę Galilejską, gdzie Jeszua zamienił wodę w wino, jedziemy do Nazaretu. Kana jest zamieszkana przez Arabów, co.....widać. Wcale nie po ludziach, a po brudzie na ulicach, szmatach w oknach i ogólnym bałaganie. Nie ma tu nic ciekawego do zwiedzania poza dwoma kościołami: prawosławnym i katolickim, które konkurują ze sobą w temacie, w którym z nich Jeszua dokonał znanego cudu. Zatem pomykamy dalej.
Mijamy arabskie wioski, z takim samym bałaganem na ulicach, jak w Kanie i zmierzamy do Nazaretu, miejsca pobytu Jeszuy, syna cieśli. 6 lat temu Nazaret był zamieszkiwany przez większość arabską, co słychać w wyciach muezina, dziś pewnie to sami muzułmanie. Chrześcijanie nie są tam mile widziani. Zatem i my nie wjeżdżaliśmy do centrum, a udaliśmy się na górę, zwaną przez tradycję, Górą Strącenia. W ewangelii jest mowa, że Jeszua miał być z niej strącony po wypowiedzeniu słów z Tanachu, które miały jakoby odnosić sie do Niego. Ale.......ile kościołów w tamtejszym rejonie, tyle również Gór Strącenia  :).
Góra ta jest warta wspomnienia, ponieważ z niej rozpościera się wspaniały widok na Dolinę Izrael, największą i najbardziej żyzną dolinę w Izraelu. Ponoć to ta dolina, która w Nowym Testamencie, w Księdze Objawienia, jest nazwana Doliną Har Megido. Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem.
W odległej perspektywie zaś leżą góry, z których pochodził Saul, pierwszy król Izraela, a z lewej strony jest Góra Tabor, na której walczyła izraelska starotestamentowa prorokini Debora. Jak to Dana nieraz mówiła, na każdym kroku spotkanie z historią :).

Po siedemnastej godzinie znaleźliśmy się w Tyberiadzie. Tu wypada nasz nocleg, a nawet dwa.
Wieczorkiem, po obiado-kolacji, udaliśmy sie w miasto, podglądać życie Izraelczyków, jak zmierzają do domów, jak siedzą w pubach, na skwerkach, pracują lub zamykają swoje interesy. Chcąc całkowicie wtopić się w tło, założyłem swoją ulubioną kipę, która mi zawsze towarzyszyła, gdy wraz z moją podopieczną jeździłem na szabat do gminy.
Z pierwszym noclegiem przypomina mi się taka scena.
Ciut przed północą cedzimy leniwie Gold Stara i siedzimy sobie na skwerku nieopodal hotelu Astoria i obserwujemy, jak do skwerku zbliża się ortodoksyjnie ubrana para. Oboje byli chyba już nie młodzi. Na skwerku były przyrządy do ćwiczeń. Oboje ku naszemu zdziwieniu podeszli do nich i....wzięli sie za ćwiczenia, każde na swoim przyrządzie :). Trwało to, bo ja wiem? Pół godziny? Może więcej? A myśmy jak urzeczeni patrzyli na parę starszych, szczęśliwych Żydów, którzy nie musieli przed nikim się kryć, obawiać, chować swojej tożsamości religijnej, ani tym bardziej, narodowej. To był bardzo piękny obrazek z Izraela, który pod powiekami mam do dziś.
Nu, a dziś ahuvim, laila tov  :)

#10
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 14, 2017, 11:29:33 PM
Postaram się jutro coś napisać, dziś dopiero wróciłem z pracy  :)
#11
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 13, 2017, 11:38:16 PM
Quote from: dana on February 13, 2017, 11:16:41 PM
mam nadzieje, ze to bedzie opowiesc w odcinkach... :)

Mam nadzieję, że tak  ;).
#12
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 13, 2017, 09:34:03 PM
14 lutego 2011
Wybrałem się w podróż życia. Dosłownie. Mój pierwszy paszport, pierwszy zagraniczny wyjazd i dokąd? Do Erec Israel. Do kraju mych marzeń. Szkoda tylko, że ta podróż była krótka, bo zaledwie liznąłem brzeg Morza Słonego i trzeba było wracać. Ale zanim wróciłem, dałem się oczarować Ziemi Prześlicznej i.....to oczarowanie trwa do dziś.
Wylot z mroźnej Warszawy, temperaturka minus 10. Na lotnisku owionęła nas atmosferka wielkiej przygody, wielkiego świata. Usiedliśmy w lotniskowym barze siorbiąc kawę  czując podekscytowanie podróżą. Ale co to za podróż  :), niecałe 4 godziny lotu. Jednak dla kolegi to i tak za dużo, to jego pierwszy lot, więc....powiedział, że nie wejdzie na pokład, zanim nie walnie małpeczki /100 gram? wódki/. Co powiedział, to uczynił. Ale czy mu coś pomogło, śmiem wątpić, bo miał przerażenie w oczach, jak wystąpiły turbulencje  :D.

Na Ben Gurionie cała ekipa wycieczkowiczów się rozciągnęła jakoś, że w pewnym momencie zostaliśmy sami z kolegą. Jak damy sobie rade na odprawie? Obydwaj znający angielski w stylu "ja nosić kalosić, my nosimy kalosimy" lub "ty mówić powoli, ja sie tuszo domyślać :D. Jednak znaleźliśmy naszą opiekunkę, która zapobiegliwie pobiegła naprzód by odebrać nasze bagaże.
W punkcie zbiórki pierwsze pytanie: jaka jest temperatura na zewnątrz? 18 stopni!!! Ło rrrranyyy. Szybka zmiana ciuchów z zimowych na letnie i marsz do czekającego nas autobusu. Po wyjściu z holu lotniska na zewnątrz niesamowite uczucie ciepła, słońce....gdzie Polska, gdzie nasza zima? Szok temperaturowy ;).
Nasz cel, to Netanya, gdzie mieliśmy nocować, ale wcześniej zaliczyliśmy szybką wędrówkę po uliczkach Jaffo. Szybką, no cóż, to zorganizowana wycieczka. To tu mieści się /tak mówi tradycja/ dom Szymona garbarza, u którego przebywał apostoł Piotr. To nasze pierwsze zetknięcie z historią biblijną. Oczywiście na koniec  pobytu w Jaffo, obowiązkowa wizyta na wzgórzu, z którego rozpościera się widok na Tel Aviv. Cudne. Niesamowite. Zwłaszcza, że to, na co patrzę, widzę swoimi oczami, a nie patrzę na fotkę, którą widziałem wielokrotnie. Teraz widzę sam egzotyczną roślinność, czuję temperaturę otoczenia, czuję zapach. Eeeechh, chciałoby sie usiąść spokojnie, wypuścić wzrok przed siebie, nie spieszyć się, wieczór taki ciepły.... .
Jedziemy do Netanii. Podróż, którą powinna trwać 20 minut, trwała 2 godziny. Koooorek. Mega korek. W hotelu Margoa czekała nas smakowita kolacja i przesympatyczny kelner, a potem...szybka wymiana walut i do miasta  :), nie spać, zwiedzać. DO późnych godzin nocnych. Dziwiliśmy się, że tylko my dwaj ruszyliśmy się z hotelu. Już bez pośpiechu, bez przewodnika udaliśmy się poszwendać. Podpatrywać życie Izraelczyków na tyle, na ile się da.
Przyjechaliśmy z zimnego kraju, gdzie zamarzło wszystko. Tu na miejscu, w Netanii łowiliśmy dźwięki, zapachy i ciepło, to, czego brakowało u nas.

W pierwszym sklepie wyszła na jaw nasza kulawa znajomość hebrajskiego. Zabawna sytuacja. Było już ciemno, gdy weszliśmy do sklepu po piwo i mówimy: boker tov, a sprzedawca wyglądający na Rosjanina, spojrzał na nas spode łba i poprawił: erev tov. No dobra, erev tov, mówimy, po ile piwo? On - 10 szekel, a my - 6 szekel. On 10. No to dzięks, poszliśmy dalej sie targować. Cieszyliśmy się, że tu można się targować, to było dla nas coś nowego :D
Wieczorem na ulicach pełno hałaśliwej młodzieży mimo późnej pory. Przechodziliśmy pomiędzy nimi i co nas dziwiło, to to, że nikt nas nie zaczepił. Nabijaliśmy sie sami z siebie, że Mosad doniósł tutejszym, że uprawiamy jiu-jitsu  :(), więc dlatego bezpiecznie mogliśmy sie poruszać :D
Poranek w Netanii, tak, jak na fotce, był raczej zimny, pochmurny, nie taki jak miniony wieczór. Było tak zimno, że facet na parkingu strzeżonym miał rozpalone sporej wielkości ognisko i grzał się przy nim. A nas ogarnęło zdziwienie: w mieście ognisko??? Szybki wybieg na pobliski skwerek, który sprawiał wrażenie, że latem muszą odbywać się na nim imprezy rozrywkowe, a potem zaraz nad morze porobić zdjęcia, szybko śniadanie, no i do autobusu.
No i w drogę, do Cezarei Nadmorskiej....
#13
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 07, 2017, 01:04:20 PM
Quote from: dana on February 06, 2017, 08:38:20 PM
fantastyczne te zdjecia shames...


Dzięki Dano :). Mam tych zdjęć jeszcze więcej, ale laptop nawalił i nie chce płyty czytać, a te, które zamieściłem, ściągnąłem z fejsowego profilu. Mało by brakowało, bym w Jerozolimie już nie mógł robić zdjęć, bo w Eilacie, w tej wieży przy brzegu morza, wyleciała mi bateria. Kiedy się zorientowałem, że aparat jest pusty, to kolega odnalazł zgubę  :)
#14
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 06, 2017, 08:15:15 PM
Fajnie, dzięki lipniaczku  :)
#15
Versatile Israel / Re: Wspomnienia z Izraela
February 06, 2017, 05:28:42 PM
Quote from: kasiak on February 06, 2017, 05:18:05 PM
Fajne. Ja byłam w listopadzie, a ty, jak napisałeś, chyba w lutym. Temperatura jak dla mnie była rewelacyjna, niestety słońce zachodziło już o 6 i to był wielki minus podróżowania o tej porze roku. Wielu miejsc, które moglibyśmy zwiedzić lub podziwiać (myślę tutaj o przyrodzie) po drodze po prostu nie zobaczyliśmy, bo było ciemno.

Nie pamiętam, o której robiło się ciemno w lutym, bo to nie miało znaczenia, ponieważ jak już pisałem i tak wybieraliśmy się po obiado-kolacji na nocne zwiedzanie Izraela. Warto było :)